Jako ten młody nastolatek nie znający PANA BOGA – dalej tkwiłem w pornografii i to w coraz gorszej, miałem coraz bardziej zdegenerowane seksualne zachowania. W wieku 16 lat zacząłem chodzić na siłownię. W krótkim czasie zbudowałem duże mięśnie, byłem bardzo mocno zbudowany, ale to była maska. Ta maska miała skrywać kompleksy, lęki. Mięśniami chciałem zaimponować kolegom, kobietom. W środku byłem połamanym przez grzech chłopaczkiem, a pozowałem na tzw. “kozaka”.

Za nami bardzo trudny czas, czas w którym odszedł od nas ukochany człowiek. W nadziei walczyliśmy do końca, by umarł zbawiony. Były chwile, gdy ta nadzieja słabła, gdy powoli traciliśmy wiarę, że uda się przed śmiercią dotrzeć z dobrą nowiną do taty. Jednak dziś, gdy pora na przemyślenia, refleksje jesteśmy spokojni.

Wielu z nas często przekonuje się o jakości swojej wiary, która zdaje się być nieugięta i niepodatna na wpływy zewnętrzne, podczas utrapień i prób, które stają na naszej drodze. Trudne sytuacje są naszym egzaminem i sprawdzeniem, czy nasze poczucie bycia silnym w Panu jest prawdziwe, czy złudne. Musimy pamiętać, że istnieje subtelna granica pomiędzy pewnością siebie w Panu, a pychą. Wpływa to na naszą zdolność utrzymania czujności oraz stanowi wyzwanie – z jednej strony ryzykujemy utratę wrażliwości, z drugiej możemy oddać się lękowi przed porażką, co prowadzi do niezdrowej gorliwości, alienacji i odcięcia od otoczenia, by jedynie podtrzymać wiarę.

W ubiegłą sobotę po raz kolejny mieliśmy okazję przekonać się o działaniu naszego Pana. I jak zawsze było ono w odpowiednim czasie. Jakiś czas temu poznaliśmy starsze małżeństwo świadków, z którymi za wolą Pana było nam dane porozmawiać. Po spotkaniu brat Dominik przyjął od nich jeden z numerów ich organizacyjnej gazetki. Oczywiście powiedział, że się z nią zapozna i ustosunkuje. Poprosiliśmy ich, aby i oni zbadali to w co wierzymy jak Bereiczycy.

W ostatnim czasie Pan podesłał nam małżeństwo świadków strażnicy, których zaprosiliśmy do domu. Przychodząc do nas chcieli głosić nam nauki wpojone im przez ich organizację – nie wiedzieli jednak, że trafią do miejsca, gdzie będą mogli usłyszeć prawdziwą Dobrą Nowinę. Pierwsze spotkanie wywarło na nich nie małe zdziwienie, bo przeważnie natrafiają na zagubionych ludzi tego świata, bądź pogubionych katolików znających Boga pod pryzmatem katechizmu. Na swoim koncie mieliśmy parę rozmów z świadkami strażnicy, lecz nigdy ich nie wpuszczaliśmy do domu. Tym razem Pan wlał nam co innego do serca.